Xiaomi pod lupą: reklamy, przereklamowana wydajność i rosnąca fala krytyki

Xiaomi od lat prezentuje się jako marka, która demokratyzuje dostęp do nowoczesnej technologii – oferuje smartfony z topowymi podzespołami w cenach znacznie niższych niż konkurencja. Ten model biznesowy przyniósł firmie pozycję jednego z największych producentów smartfonów na świecie. Coraz częściej pojawiają się jednak głosy – zarówno użytkowników, jak i zagranicznych mediów branżowych – że sukces ten ma swoją cenę: agresywną reklamę wbudowaną w system, wątpliwości co do rzeczywistej wydajności sprzętu oraz praktyki marketingowe, które ściągnęły na spółkę interwencje prawne konkurencji.

Reklamy w systemie – MIUI jako „ADUI”

Najczęściej powtarzającą się skargą użytkowników na całym świecie są reklamy wbudowane w nakładkę systemową MIUI (a od niedawna HyperOS). Serwis TechNode już w 2018 roku opisywał falę skarg zagranicznych użytkowników, którzy po aktualizacji zaczęli natrafiać na reklamy w odtwarzaczu muzyki, w aplikacjach systemowych i w ustawieniach telefonu. Zjawisko było na tyle powszechne, że część chińskich użytkowników zaczęła żartobliwie nazywać system „ADUI” zamiast MIUI. Choć większość reklam da się wyłączyć w ustawieniach, samo ich istnienie – oraz czas potrzebny na ich dezaktywację – budzi frustrację, zwłaszcza wśród klientów spoza Chin, gdzie taka praktyka nie jest standardem rynkowym.

Serwis GadgetMatch zwracał również uwagę, że użytkownicy Xiaomi skarżyli się na „nieprzyzwoite” lub „niestosowne” reklamy pojawiające się na telefonach, a firma – mimo zapowiedzi poprawy – latami nie rozwiązywała problemu w sposób satysfakcjonujący klientów. Nawet w 2025 roku, jak opisuje Android Authority, MIUI i HyperOS wciąż są krytykowane za „nierozsądną ilość reklam”, a producent dopiero częściowo ograniczył ich liczbę w nowszych wersjach oprogramowania. CEO Xiaomi, Lei Jun, publicznie obiecywał ograniczenie natrętnych reklam już w 2019 roku (GSMArena), jednak – jak pokazują kolejne raporty – problem powraca przy każdej większej aktualizacji systemu.

Warto dodać, że reklamy nie są dla Xiaomi jedynie efektem ubocznym, lecz elementem modelu biznesowego. Firma sama określa się jako spółka internetowa, która „przy okazji” produkuje sprzęt, a przychody z usług internetowych i reklam mają rekompensować deklarowany, symboliczny narzut na marżę sprzętową (ograniczoną podobno do 5%).

Przereklamowana wydajność: throttling i sporne benchmarki

Drugim powracającym zarzutem jest rozbieżność między wynikami w testach syntetycznych a rzeczywistą, odczuwalną wydajnością telefonów. Głośnym echem odbił się test przeprowadzony przez AnandTech na modelu Xiaomi 11T Pro – recenzent Andrei Frumusanu wykazał, że telefon pozwalał procesorowi pracować z pełną mocą, dopóki system nie rozpoznał, że uruchomiona jest konkretna, znana aplikacja (np. Genshin Impact). W takim wypadku wydajność była sztucznie ograniczana, mimo że temperatura urządzenia pozostawała niska. Recenzent określił to jako „nieprzejrzysty mechanizm”, którego celem – jego zdaniem – było uniknięcie wykrycia przez większość testujących.

Podobne zarzuty potwierdził w 2022 roku John Poole, współtwórca popularnego benchmarku Geekbench. Po zmianie nazwy aplikacji testowej tak, by system rozpoznał ją jako grę „Fortnite” lub „Genshin Impact”, wyniki wydajności Xiaomi Mi 11 spadały nawet o 30% w teście jednordzeniowym i 15% w teście wielordzeniowym – podczas gdy sam benchmark, działający pod własną nazwą, takiego ograniczenia nie doświadczał. Android Authority podkreślał, że sam fakt throttlingu nie jest niczym niezwykłym (stosują go też inni producenci), ale brak przejrzystości i wyłączenie z niego popularnych aplikacji benchmarkowych sprawia, że publikowane wyniki nie odzwierciedlają realnego doświadczenia użytkownika.

To zjawisko bezpośrednio podważa jeden z głównych argumentów marketingowych Xiaomi – „flagową wydajność w niższej cenie”. Jeśli telefon w praktyce ogranicza moc obliczeniową w wymagających grach czy aplikacjach, klient płaci za specyfikację, której nie doświadcza w codziennym użytkowaniu.

Agresywny marketing i realne postępowania prawne

W 2025 roku agresywna kampania reklamowa Xiaomi w Indiach, wymierzona bezpośrednio w iPhone’a 16 Pro Max i telewizory Samsunga, doprowadziła do sytuacji, w której – jak informował Android Police – zarówno Apple, jak i Samsung wysłały do Xiaomi wezwania do zaprzestania (cease-and-desist), uznając reklamy porównawcze za przekraczające granicę i przechodzące w bezpośrednie oczernianie konkurencji. To rzadki przypadek, w którym dwaj najwięksi rywale rynkowi znaleźli wspólny front przeciwko trzeciemu graczowi – sygnał, że praktyki marketingowe Xiaomi bywają odbierane jako zbyt agresywne nawet jak na standardy branży smartfonowej.

Poważniejszy w skutkach okazał się spór sądowy dotyczący samochodu elektrycznego SU7 Ultra (marka Xiaomi rozwija też segment motoryzacyjny). Jak opisuje serwis CarNewsChina, sąd w Suzhou (Chiny) podtrzymał w 2025 roku wyrok nakazujący Xiaomi zwrot zaliczki, zapłatę odszkodowania oraz pokrycie kosztów sądowych klientowi, który udowodnił, że reklamowana „funkcja” maski silnika (rzekomo poprawiająca chłodzenie) w rzeczywistości nie działała zgodnie z opisem. Sprawa nie jest odosobniona – według doniesień co najmniej 300 innych nabywców zrzeszyło się, domagając się analogicznych rekompensat, co może oznaczać dla spółki istotne koszty finansowe i wizerunkowe.

Prywatność i zaufanie użytkowników

Do listy zastrzeżeń dochodzą kwestie prywatności. GadgetMatch przypominał, że domyślne aplikacje Xiaomi – Mi Browser Pro oraz Mint Browser – zostały przyłapane na zbieraniu danych o odwiedzanych stronach internetowych, w tym w trybie incognito, i przesyłaniu ich na zdalne serwery. Sprawa wywołała dodatkową falę nieufności wobec fabrycznie zainstalowanego oprogramowania, którego – jak zauważają recenzenci – nie da się w pełni odinstalować, a jedynie wyłączyć.

Na wizerunek marki wpłynęła też niedawna afera wizerunkowa opisana przez indyjski serwis Storyboard18: plany nawiązania współpracy marketingowej z kontrowersyjnym influencerem, znanym z obraźliwych komentarzy pod adresem samych klientów Xiaomi, wywołały falę oburzenia wśród lojalnej społeczności marki i zmusiły firmę do publicznych przeprosin.

Podsumowanie

Xiaomi pozostaje jednym z najważniejszych graczy na globalnym rynku smartfonów, a jego oferta cenowo-sprzętowa wciąż przyciąga miliony klientów. Zagraniczne media i niezależni testerzy konsekwentnie wskazują jednak na powtarzający się wzorzec: natrętne reklamy systemowe trudne do całkowitego wyłączenia, rozbieżność między wynikami benchmarków a rzeczywistą wydajnością, kontrowersyjne praktyki marketingowe prowadzące do sporów prawnych oraz wątpliwości dotyczące prywatności danych. Dla potencjalnego nabywcy oznacza to jedno: warto weryfikować deklarowaną specyfikację w niezależnych, długoterminowych testach, a nie wyłącznie na podstawie wyników syntetycznych benchmarków czy materiałów marketingowych producenta.


Źródła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *